
Poniżej tekst mowy inaugurującej 6 edycję WymIaNNy - spotkania innowatorek i innowatorów społecznych, wygłoszona 17 września 2025 roku w Toruniu przez prezeskę Homo Faber Annę Dąbrowską.
Ruszałam w podróż do Torunia z dużym lękiem. Mam ostatnio słabe doświadczenia z podróżowaniem. Nie wybieram się już w spontaniczne wycieczki. Bo w ostatnim pociągu na taką właśnie radosną wyprawę usłyszałam wyczytywane przez współpasażerki pociągu nazwy ukraińskich miast. Był ranek 24 lutego 2022 roku. 7 miesięcy wcześniej właściwie w ostatniej chwili wróciłam z dalekich wakacji aby wspólnie ze znajomymi z różnych organizacji dźwignąć stawianie systemu pomocy humanitarnej na polsko-białoruskiej granicy. Boję się, że kiedyś po prostu nie zdążę na czas.
Mój lęk, który chciałabym, aby był strachem rośnie ostatnio proporcjonalnie do komunikatów:
W nocy z 9 na 10 września Rosja naruszyła naszą przestrzeń powietrzną. Między 23.30 i 6.30 nad Polską pojawiło się 19 dronów. Część została zestrzelona.
albo:
Zagrożenie atakiem z powietrza. Zachowaj szczególną ostrożność. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów.
a także:
Uwaga, ze względu na zagrożenie uderzeniami bezzałogowych statków powietrznych (BSP) w regionach Ukrainy graniczących z RP, rozpoczęło się operowanie wojskowego lotnictwa w naszej przestrzeni powietrznej.
Lęk. Świetnie go znam.
Lęk to taka emocja z którą koniecznie trzeba coś zrobić, bo inaczej nas będzie pożerać, aż zje do ostatka. Wolałabym strach, którego konsekwencją bywa lista rzeczy do zrobienia — taki rodzaj zzadaniowania ciała i umysłu, który przywraca poczucie choćby nikłej kontroli. A zatem i oddechu. Ale żeby lęk stał się strachem, trzeba go sobie opowiedzieć, nazwać, nadać mu kształt słowa. To dlatego zeszłej wiosny zapytałam o to zespół, w którym pracuję. Usłyszałam, że „nareszcie”. Boimy się różnych rzeczy. A czasem dokładnie tych samych. Niektórzy z nas już tam byli. Przywołują wspomnienia, nie prognozy. Bo w naszym zespole są i ci, co znają wojnę tylko z książek jak i ci, którzy uciekali z bombardowanego Mariupola. Paradoksalnie rozmowy o lękach zbliżyły nas do siebie w zupełnie nowym wymiarze. I pozwoliły powoli zamieniać lęk na strach. A ten w scenariusz reagowania.
Wczoraj w telewizji mówili, żeby przygotować plecak ewakuacyjny. Ten mój pierwszy przygotowałam w maju. W Kijowie trwała chłodna i deszczowa wiosna. Każdej nocy po kilka razy chwytałam przygotowany jeszcze w domu podręczny bagaż. A potem dałam sobie spokój i po prostu spałam na podłodze, za drugą ścianą.
Na podłodze się nie śni. Się czeka. Się bywa z kimś. Naprawdę lub tylko w zmyśleniu bliskości. Się przeklina. Się boi. Się marznie. Się chowa do środka. Się siebie obejmuje. Się sobie mówi. Się siebie pociesza. Się czuje ból źle ułożonego ciała. Się czas sobie wyobraża. Się go przełyka niechętnie. Żeby popłynął w tobie.
Odróżniam już rodzaje alarmów. Aż do „may the force be with you” wypowiadanego przez Marka Hamill’a w aplikacji trywoha. Wiem też, jak brzmi nadlatujący duży dron.
Uczę się nowych rzeczy. I bardzo się staram, aby konteksty, uruchamiane mimowolnie obrazy dawnej wojny, nie zbudowały mi fałszywych porównań. Nie chcę wpaść w ten rodzaj otępienia który rodzą kalkowane niedbale frazesy i puste semantycznie analogie. Nie chcę utknąć w nieprawdziwym porównaniu, które nie rodzi żadnej prawdziwej wiedzy. W starej wojnie. Z lekcji historii wiem jednak, że wojna uruchamia mechanizm mobilizacji pod flagą. A z życia ostatnich lat, że nieuchwytne zagrożenie dzieli społeczeństwa głębokimi bruzdami nieufności i nienawiści. Ale też, że wciąż potrafimy, wiedzeni głębokim gniewem i głębokim strachem przekierowywać go na działania solidarnościowe, wspólne, oparte o głębokie współczucie i empatię. Tylko wypalamy się w tym też bardzo szybko. Sfrustrowani i skrajnie zmęczeni porzucamy działania społeczne na długie dni.
We wspomnianym zimnym majowym Kijowie otwierający konferencję o ewakuacji ludności z terenów przyfrontowych ratownik zapytał nas siedzących na widowni: Od czego zaczyna się destrukcja miasta.
Zamarliśmy. Na kilka sekund.
Od czego zaczyna się destrukcja miasta?
Jeśli myślisz, że od ataków szahidów to się mylisz.
Jeśli myślisz, że od wjazdu wrogich wojsk i okupacji, to się mylisz.
Jeśli myślisz, że od egzekucji na ulicach, to się mylisz.
Jeśli myślisz, że od braku dostaw prądu i gazu to się mylisz.
Jeśli myślisz, że od braku sygnału gps to się mylisz.
Jeśli myślisz, że od …
Powiedz to.
Destrukcja miasta zaczyna się od zerwanych więzi. Rozpadu wspólnoty. Anonimowości. Atomizacji. Jakiejś wersji indywidualizmu, który pod naporem lęku i grozy wyjaskrawia się, intensyfikuje, agresywnieje i wynaturza. Destrukcja miasta zaczyna się od unieruchomienia głowy, nie rozglądania się, nie oglądania, obejmowania wzrokiem i ciałem. Destrukcja miasta zaczynana się od nie zobaczenia kogoś, zapomnienia o kimś, zostawienia kogoś. Destrukcja miasta zaczyna się od ja, do którego już żadne inne zaimki osobowe nie pasują, się nie odmieniają. Od fragmentacji społeczności, sąsiedztw i wspólnot. Jak zatem nie zapomnieć się w sobie, jak dopisać do ja także nas i was i ich?
To relacje, powiązania, sieci są bazą, która pozwala nam realizować nasze społeczne cele. Ale to także te sieci są pierwszymi, które uruchamiamy w czasie kryzysu. To ich gęsty ścieg jest pierwszym spoiwem odporności społecznej. Odporności czyli zdolności społeczności do podjęcia koniecznej aktywności w celu zachowania zdrowia i życia. Odporności czyli oddolnej umiejętności mobilizacji, samoorganizacji i działania w duchu samorządności wobec nieprzewidywalnych zdarzeń.
Zawsze ilekroć sytuacja staje się trudna, uciekamy się do tradycji „podnoszenia na duchu” i „pokrzepieniu serc”… zamiast jednak poklepywać was po plecach powtarzając, że wszystko będzie dobrze, wrzucę kilka tropów do rozważań. Jakoś musimy przezwyciężyć powoli paraliżujący nas lęk i uczynić go mobilizującym strachem. Niedewastującą emocją, z którą wiemy, jak sobie radzić.
1. Budujcie więzi, relacje, sieci, wydeptujcie ścieżki sektorowych powiązań. Zawsze jest nas przecież ostatecznie za mało, za mało rąk i umysłów gotowych do działania.
Jeśli będą kiedyś rozdawać medale, lepiej, aby była na nim napisana nazwa ruchu, którego byliście częścią, niż wasze nazwisko.
Egoizm własnego musimy przezwyciężać współpracą wielu. Nie da się tworzyć wytrzymałych społeczności bez robienia razem. Razem wymaga zaś zaufania i posunięcia się na decyzyjnej ławce, współdecydowania i współodpowiedzialności. Gotowości do takiego skoordynowania działań, w którym każdy robi swoją robotę, nie dubluje zadań i horyzontalnie widzi całość procesu.
Odporność oparta jedynie na własnych siłach to oksymoron.
2. Twórzcie sojusze międzysektorowe. Żadna organizacja solo nie podoła w sytuacji kryzysu. Nie jest też naszym celem zastępowanie władzy, ale współdziałanie z nią.
W kryzysie każdy ma swoje role do zagrania. Warto je poznać, wiedzieć dokładnie kto co. My wchodzimy zwykle tam, gdzie trzeba jest szybkości, elastyczności, innowacji. Samorząd tam, gdzie trzeba stabilności, długofalowości i systemowych rozwiązań pracujących potem latami.
Samorząd to my wszyscy. W tym sensie pracujemy na wspólne dobro.
3. Budujcie zespoły. Twórzcie otwarte organizacje dla innych. Nie jest to łatwe. Łatwiej działać solo. Ba, najłatwiej jest w pojedynkę, z nikim się nie pokłócisz. Jesteś tylko ty i problem, któremu nigdy nie podołasz. Na bezsensowny heroizm szkoda sił. A więc zespół, różnorodny, podzielający wspólne wartości i cele. Rozumiejący się i ufający sobie. Taki, który w kryzysie potrafi zadbać o siebie wzajemnie. Zadbajcie o bezpieczeństwo pomagaczy.
Dzielcie zadania, włączajcie w procesy decyzyjne ludzi, z którymi pracujecie. Rozkładajcie siły, bo mety narazie nijak nie widać.
4. Mierzycie siły na zamiary i wiedzę własną na zamiary, i zasoby na zamiary, i możliwości na zamiary. 20-letnia Anna zwykła mawiać, że chce zmienić świat, ponad 40-letnia Anna już tak nie powie. Nie dlatego, że brak jej ambicji. Działam tam gdzie mam wpływ. Moja strefa wpływu rozciąga się tak daleko, jak daleką mam wiedzę, umiejętności, a nade wszystko ludzi, którzy zrobią ze mną. Sama co najwyżej mogę spakować mój plecak ewakuacyjny. Wszystko co poza nim, jest wyjściem poza strefę komfortu. Wyłażę tam w ramach ćwiczeń.
5. Prototypujcie rozwiązania. Testujcie nowe pomysły, sprawdzajcie, szukacie. Wymyślona, przetestowana i wdrożona innowacja społeczna pracuje potem latami.
Nie ma świata danego raz na zawsze, ani uniwersalnych rozwiązań, które działają dla wszystkich. Twórzcie takie, które są wam niezbędne, które wypełniają luki społecznej troski, które widzą potrzeby grup niesłyszalnych, mniejszościowych, niezadbanych.
6. Powiedzcie szczerze, czego nie wiecie, gdzie brakuje wam kompetencji i umiejętności i Uczcie się od innych. Są wśród nas tacy, co wiedzą. Z mojej perspektywy nie ma dziś lepszych fachowców od społecznych struktur kryzysowych niż Ukraińcy i Ukrainki. To oni, od ponad trzech lat żyjąc w codzienności wojennej w której nie ma tyłów, utrzymują kluczowe, krytyczne serwisy dla mieszkańców miast i miasteczek. I mówią otwarcie: „Społeczeństwo obywatelskie to nie tylko pies stróżujący, ale tez pies zaprzęgowy kraju, który samodzielnie ciągnie sanie.”
7. Opowiedzcie sobie czego się boicie myśląc o niedalekiej przyszłości. Sprawdźcie, co faktycznie wydaje się realne. Zweryfikujcie dane. I w swoich zespołach zastanówcie się, co wobec tego możecie unieść, czym się zająć, jakie zadania wziąć na siebie biorąc pod uwagę wasze siły, zasoby, możliwości, wiedzę, umiejętności… Sprawdźcie, czego jeszcze nie wiecie, czego warto się nauczyć.
Określcie też to czym się nie będziecie zajmować. Otwarcie i szczerze.
8. Stwórzcie swój plan. Plan dla was jako organizacji, plan na zewnątrz i do wewnątrz. Ten pierwszy jest o działaniach dla innych, ten drugi o zespole i trosce. To musi się ze sobą sprzęgać.
Nie istnieje państwo, które jedynie swoimi zasobami jest w stanie przeciwdziałać skutkom kryzysu.
Przeczytajcie ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej i tę o zarządzaniu kryzysowym. Sprawdźcie, gdzie widzicie swoją rolę, rozpiszcie zadania. Myślcie szeroko, uniwersalne zapisy przełóżcie na waszą lokalną praktykę. Nie ma lepszych ekspertów od waszego miasta, miasteczka czy wsi niż wy sami.
Ujawnijcie te plany lokalnie, przegadajcie z innymi organizacjami, z gminą. Sprawdźcie, gdzie jest przestrzeń dla spontanicznych wolontariuszy, ludzi gotowych do pomocy, dajcie ludziom algorytm włączenia się w to.
9. Bądźcie otwarci na ocenę i krytykę. Informację zwrotną traktujcie jako konieczne narzędzie zaufania ułatwiające wdrażanie poprawek i innowacji. Nie popełnia błędów tylko ten, co nic nie robi. Ale wpada w niebezpieczną butę ten, który nie przyjmuje uwag. Pilnujcie standardów praw człowieka.
10. Nie traćcie czasu. Ktoś mądry ostatnio napisał, że planowanie kryzysowe robi się wtedy, kiedy nic nie zapowiada kryzysu. Wszystko, co potem, zawsze jest za późno.
Nie myślę heroizmem powszechnie rozumianym rycerskim, żołnierskim. Może raczej heroizmem społecznym, obywatelskim, o szerokiej wspólnocie, z której członkami i członkiniami z ludźmi, z wami, łączą mnie grube więzy prostego człowieczeństwa. Wiem przecież już, że w kryzysie tożsamości ważne są jedynie jako krytyczne potrzeby, o które trzeba szczególnie zadbać.
Mój lęk organizuję w strach listami zadań do zrobienia. I to wam dziś postanowiłam dać. Dla tych z was, co tak jak ja, tędy kanalizują emocje.
Nie będę wam mówić powodzenia. Raczej — jesteśmy w kontakcie.
____
wymIaNNa – porozmawiajmy o innowacjach społecznych, to cykliczne spotkania innowatorek i innowatorów społecznych organizowane przez Fundację Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych i Fundację Stocznia.
