
Nasze uwagi do polskiej polityki integracji zajmują 6 stron maszynopisu. Bo choć od lat mówimy o potrzebie ramowego dokumentu, ten zaproponowany nie jest tym, czego się spodziewaliśmy. I nie chodzi o to, że jest on bardzo zły. Nie jest. Ma swoje mocne, dobre momenty. Chodzi raczej o klimat, w którym powstaje i potrzebę, na którą ma odpowiadać. Strach, wysoka polaryzacja społeczna i używanie migracji do politycznej walki tworzą nieprawdziwy obraz, a ten siłą rzeczy wymusza rozwiązania gorsze od możliwych.
Nasze uwagi są efektem dyskusji w gronie zespołu HF/baobab, więc składają się na nie zarówno komentarze społeczeństwa przyjmującego jak osób z doświadczeniem migracji i uchodźstwa. Mniej więcej w proporcji pół na pół.
A teraz konkrety.
1. A jednak nie integracja.
Mimo, że dokument traktuje o integracji i przywołuje definicję, jest dość jednostronny — wynika z niego, że ciężar integracji jest po stronie samych osób migrujących. Społeczeństwo przyjmujące en masse właściwie nie jest zadaniowane i nic nie musi.
Odnosimy także wrażenie, że migranci\tki są bardziej przedmiotem zarządzania niż prawdziwymi ludźmi z pełną podmiotowością i sprawstwem.
Jest to najsłabsza strona dokumentu.
2. Jeszcze nic nie zrobiliśmy.
W żadnym miejscu diagnozy nie wskazuje się na sytuację integracyjną w Polsce – dotychczas podejmowane wysiłki, stworzone dokumenty, badania, metodologie itd.. Pomija się tym samym wieloletni dorobek samorządów, organizacji społeczeństwa obywatelskiego, akademii. Można odnieść wrażenie, że dokument polityki jest pionierski, startujemy od zera i pustej kartki.
3. W domu po kryjomu.
W żadnym momencie nie pojawia się kwestia prawa do zachowania własnej tożsamości i rozwoju własnego języka, obyczajów, tradycji oraz rozwój kultury przez osoby migrujące mimo, że dokument w kilku miejscach odwołuje się do praw człowieka. Bez tego adaptacja staje się asymilacją.
4. Wielkie centralne zarządzanie.
Jest tu rozmach. Mają powstać Krajowe Biura Integracji (jak rozumiem następcy CIC?), Krajowa Sieć Integracji, narzędzia cyfrowe (portale, platformy, aplikacje). Są także wielkie plany. I zarządzanie od góry w trybie minister - marszałkowie - KBI i gdzieś tam samorząd i organizacje.
I mimo przywołania zasady subsydiarności, propozycje strategii nie mają z nią wiele wspólnego. Jest chęć, aby to centralnie stworzyć i centralnie tym zarządzać.
W ostatnich latach kilkukrotnie odczuliśmy, jak centralnie zarządzany system jest powolny i niewydolny w sytuacji kryzysu. Potrzeba kontroli i skupiania decyzji powinna być kontrowana.
A jednak mamy wrażenie, że paradoksalnie mało jest tu zaangażowania państwa, które zdaje się być wielkim kontrolującym nieobecnym.
5. Marginalizacja roli samorządu.
Konstytucyjna idea, by władza była jak najbliżej obywatela realizowana jest w Polsce za pomocą jednostek samorządu terytorialnego. Subsydiarność zaś zakłada, że wszystko co można zrobić siłami najniższym szczeblem władzy, tam powinno być robione. Tymczasem proponowana centralizacja, o której już wspominaliśmy, pomija stworzone już samorządowe struktury oraz podejmowane lokalne inicjatywy zarządzania procesami integracyjnymi. Żadnych doświadczeń się stad nie czerpie, żadnych lekcji nie wyciąga, dobrych praktyk, ani na poziomie diagnostycznym, ani tworzenia systemu.
Zastanawia nas, kto tą całą rozpisaną robotę zrobi. Mamy swoje niebezpodstawne obawy, że zarządzanie nie pokryje się z działaniem.
6. Wiele nieprecyzyjnych słów.
Mimo, że dokument nie jest tekstem obszernym (całość łącznie z bibliografią to 57 stron), obficie posługuje się językim nieprecyzyjnym tam, gdzie jest jasna potrzeba określeń o oczywistych desygnatach. Brak tu precyzji, często podstaw prawnych i instrumentów, przypisania odpowiedzialności.
Są miejsca, gdzie strategia przeradza się w etyczny traktat, gubiąc swoją celowość.
7. Błędy innych.
Klasycznie już opowiada się o “błędach popełnionych przez państwa o dłuższej historii migracyjnej” — literacko się je streszcza.
To uproszczenie jest oparte na założeniu możliwości porównań. Tymczasem historia migracji do Europy Zachodniej, o której jak sądzimy jest tu mowa, jest trudna do porównania z polską rzeczywistością. Przywoływane błędy i niedopasowania systemowe zupełnie pomijają konteksty historyczne, przemilczają kolonializm, systemowy rasizm oraz brak możliwości awansu społecznego, które stoją za podawanymi niepowodzeniami. Ta luka sprawia, że błędy zamiast być traktowane jako następstwa stają się źródłami; jeśli chcemy “unikać” tamtych pułapek, warto je właściwie wskazać. Gettoizacja w krajach Europy Zachodniej była i jest wynikiem wielu czynników, także celowej polityki państw i miast, dostępności tanich mieszkań, rasizmu.
Proporcjonalnie wypadałoby także wskazać i procesy, i mechanizmy, strategie oraz narzędzia, które państwa wypracowały, choćby z powodu wykorzystywania ich także przez nas obecnie.
8. Bibliografia i przypisy.
Strategia nie zawiera przypisów, a na bibliografię składa się 26 pozycji — w tym trzy to GUS, pięć to OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Sprawia to, że przywołania i argumentacja w tekście nie ma żadnego poparcia w faktach i danych. Można by napisać cokolwiek.
Co do bibliografii — uderza zupełny brak pozycji naukowych. Brak jest opracowań eksperckich. Pozycje obejmują wąski wycinek czasu. Brak jest przywołania jakichkolwiek dokumentów państwowych czy unijnych. Jakby strategia wisiała w próżni.
Nasze uwagi szczegółowe zostały przesłane w terminie. 30 marca zaś będziemy na spotkaniu konsultacyjnym w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
