
Jest takie zdjęcie, na którym stoimy tuż obok siebie na schodach dawnej siedziby konsulatu honorowego Ukrainy w Lublinie. Ja trzymam tekturowy transparent „Stop wojnie”, a Artem niebiesko-żółtą flagę. Jest 26 listopada 2018 roku, w Ukrainie trwa nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. Za chwilę zostanie wprowadzony stan wojenny. Dzień wcześniej w Cieśninie Kerczeńskiej na Morzu Azowskim doszło do rosyjskiej prowokacji — dwa ukraińskie statki „Berdiansk” i „Nikopol” oraz holownik „Jany Kapu” zmierzające do portu w Mariupolu zostały zatrzymane a następnie przejęte przez Federację Rosyjską. Wojna wisiała w powietrzu. Przyszliśmy to powiedzieć.
Artem był już wtedy od 3 lat w Polsce. Znałam go. Wszyscy go znali. W klapie marynarki miał wpięty znaczek dwóch flag: Ukrainy i Unii Europejskiej. I każdemu, kto tylko chciał słuchać, opowiadał o Krzemieńczuku, swoim rodzinnym mieście. Mówił o nim także podczas wywiadu do wystawy „Niewidzialni mieszkańcy”, której otwarcie przypadło na początek pandemii Covid-19. Na ręcznie malowanym obrusie można było tę przypinkę zobaczyć. Artem mówił wtedy:
„Bardzo chcę wrócić do Ukrainy. Uważam, że ludzie z doświadczeniem powinni wracać. Wiem, to rzadkie. Wielu uważa mnie za szaleńca. W Ukrainie wszyscy uważają, że ja już jestem Polakiem. Wieszczą, że niedługo dostanę obywatelstwo. Wtedy im odpowiadam, że nie zamierzam tego robić. Nawet nie mam karty pobytu. Od pięciu lat przebywam w Polsce na podstawie wizy.”
Zrobił, jak mówił.
Kiedy wybuchła pełnoskalowa wojna, wysyłał do mnie długie listy potrzebnych rzeczy, podzielone skrupulatnie na kategorie: żywność, produkty higieniczne, odzież, artykuły kuchenne, towary polowe, ubrania dla wojskowych, samochody… Czytałam je z dławiącym przerażeniem. W historii rozmowy wyświetlam ikony kolejnych połączeń głosowych, listów z okrągłymi pieczęciami… 5 marca piszę: „pracuję nad tym, nie jest łatwo” a potem dodaję jeszcze: „szukamy transportu do granicy”. Nic z tego nie pamiętam. W konwersacji widzę małe flagi Polski i Ukrainy — dowód, że transport dotarł. To nie ja to zrobiłam, to Ewelina z urzędu czyniła takie cuda.
27 czerwca o 20:09 znów sprawdzałam, czy żyje. Tego dnia rosyjskie rakiety spadły na centrum handlowe „Amstor” zabijając ponad 20 osób i raniąc dziesiątki innych. Nigdy nie myślałam, że będę pisała „żyjesz?” i z trwogą czekała na odpowiedź. Żył.
Potem pisał Artem. Chciałby, aby Lublin otrzymał tytuł „miasta-ratownika”. Osobiście prosił prezydenta Zełeńskiego. Tytuł otrzymaliśmy w kwietniu 2023 roku. Wiem, że to też „przez” Artema.
Więc kiedy dostaliśmy grant z możliwością wyjazdu, wiedziałam dokąd chcę pojechać — do Krzemieńczuka! W Ukrainie trwała właśnie ostatnia okrutna zima — temperatury spadły poniżej 20 stopni, nie było ogrzewania a często także prądu… Artem odpisał, że pomysł z przyjazdem świetny i przeprasza, że nie reaguje szybciej: „Mam teraz naprawdę fatalny czas. Nieczęsto mam światło za to problemy z ogrzewaniem mieszkania.” Powoli ustalaliśmy plan.
29 kwietnia tuż po 12 wysiedliśmy na dworcu w Krzemieńczuku. Po 6 latach znów zobaczyłam Artema. Ruszyliśmy w miasto!
Krzemieńczuk, Кременчук to, jak można przeczytać w Wikipedii, miasto w środkowej Ukrainie, w obwodzie połtawskim, liczące przed wojną trochę ponad 200 000 mieszkańców. Na dołączonych zdjęciach widać żelazny most na Dnieprze, kościół św. Mikołaja, gmach Banku Państwowego i dom Czurkina na Krukowie, prawobrzeżnej części miasta. Bez wyobraźni widzi się tu niewiele — miasto zostało niemal całkowicie zniszczone podczas II wojny światowej, w szczególności przez sowieckie „wyzwoleńcze” bombardowania — z nieukrywanym cynizmem piszą Ukraińcy.
Historia faktycznie łaskawa dla miasta nie była. Po dawnym zostało kilka budynków i równo wyznaczone kwartały ulic oraz piękne parki. Dziś Krzemieńczuk pisze o sobie: Місто міць. Місто Кремінь. — miasto mocy, miasto krzemienia odwołując się także do historii posadowionej tu twierdzy.
Podczas naszej wizyty i poznawaliśmy historię miasta, i spotykaliśmy się z organizacjami społecznymi, i instytucjami publicznymi, i zaznajamialiśmy z nowym obliczem miasta, które po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny stało się nowym domem dla osób wewnętrznie przesiedlonych, głównie z Charkowszczyzny.
WSPARCIE DLA WETERANÓW/EK, ICH RODZIN
— Jak widać miejsce wsparcia weteranów, które prowadzimy, jest bardzo nowoczesne, jasne, w zachodnim stylu. Bardzo nam zależało, żeby żołnierze, którzy walczą z Ukrainę wiedzieli, za jakie wartość oddają swoją krew. Nie chcieliśmy, by wsparcie dla nich odbywało się miejscach w starym, sowieckim klimacie — zaczął Iwan swoje oprowadzanie po budynku, szef Turboty.
Турбота (opieka) to kompleksowy system pomocy społecznej, w skład którego wchodzi miejski program pomocowy oraz Centrum Świadczenia Usług Społecznych o tej samej nazwie. Centrum pracuje w dostosowanym budynku w centrum miasta.
Program zapewnia pomoc materialną w tym płatności na leczenie i rehabilitację, miesięczną pomoc dla rodzin wielodzietnych, osób niepełnosprawnych i emerytów, specjalne świadczenia dla rodzin zmarłych, zwolnionych z niewoli i rodzin zaginionych. W centrum wdrożono tu model „jednego okienka”, co oznacza, że wszystkie serwisy są na miejscu, bez konieczności szukania ich w mieście. Model jest skoncentrowany na osobie/rodzinie. A wizyta zaczyna się w specjalnie przygotowanym pokoju — wygodnej bezpieczniej przestrzeni, gdzie po kolei załatwiane są konkretne potrzeby oparte o szczegółową diagnozę.
Centrum wspiera powracających z frontu, ich rodziny, rodziny poległych oraz zaginionych bez wieści. Działa tu także wsparcie dla dzieci. Są grupowe i indywidualne zajęcia i dla weteranów, i dla rodzin, i dla kobiet — żon, matek, partnerek, pomoc psychologiczna, sesje relaksacji i medytacji. Centrum oferuje także mediacje rodzinne.
Część wspólnych zajęć odbywa się o stałych porach, aby ludzie mogli je wpisać z wyprzedzeniem w swoje kalendarze.
Co czwartek w krzemieńczuckim muzeum odbywają się spotkania upamiętniające poległych, podczas których rodziny odbierają odznaczenie władz miasta Krzemieńczuka. Tuż po uroczystości poznajemy Natalię Łyczmanenko, kierowniczkę oddziału społecznej organizacji „Rodzin zmarłych uczestników walk obwodu połtawskiego” Сім'ї загиблих учасників бойових дій Полтавщини.
— Na początku naszym głównym zadaniem było wzajemne wyciąganie się, nas kobiet, z cmentarzy, gdzie po stracie koncentrowało i koncentruje się nasze życie — opowiada nam o misji organizacji Łyczmanenko.
Sama organizacja, działająca od 12 lat, jest ogromna i posiada 24 odrębne pododdziały w społecznościach regionu. Jej misją jest nie tylko zapewnienie koniecznej pomocy, ale także tworzenie przestrzeni, w której rodziny poległych czują się wysłuchane.
Odwiedziliśmy też miejski cmentarz. Na nowej, niedawno dołączonej części powiewają rzędy niebiesko-żółtych flag. Zgodnie ze zwyczajem, ludzie przynoszą kwiaty, znicze, zostawiają także słodycze. Z grawerowanych obelisków spoglądają na nas młode i bardzo młode twarze.
DZIECI, MŁODZIEŻ I ODPORNOŚĆ
— Nasze dzieci tuż po tym, jak przetrwały edukację online związaną z pandemią Covid-19, znów znalazły się w zamknięciu i edukacji w schronach z powodu pełnoskalowej wojny. Tymczasem na tym etapie rozwoju kluczowy jest rozwój umiejętności społecznych i budowanie więzi — mówi z głęboką troską Lesia Walentyniwna Krupina, dyrektorka Akademia Humanitarno-Technicznej w Krzemieńczuku.
Dotarliśmy tu na sam koniec koncertu charytatywnego, który odbywał się w szkolnym schronie. Salę wypełniali śpiewający ludzie, głównie uczniowie i ich matki, także osoby wewnętrznie przesiedlone. Jak wyjaśniła nam dyrektorka, takie chwile wspólnego śpiewania to ważna forma wsparcia mentalnego: „Dla nas to sposób na przetrwanie i rodzaj terapii, kiedy czujemy się wspólnotą”.
Ławki i tablice zsunięto na bok. Ale rzut oka na sąsiednie pomieszczenia dawał ogląd, jak wygląda taka podziemna sala szkolna. Warto nadmienić, że zgodnie z prawem, każda instytucja czy organizacja chcąca pracować z dziećmi i młodzieżą ma obowiązek dysponować spełniającym wymogi technicznie i właściwie wyposażonym schronem.
Dla dyrektor Walentyniwny Krupiny dziś największym wyzwaniem są egzaminy maturalne — stara się tak dostosować istniejące schrony, aby i te mogły się tu odbywać. W końcu chodzi o równe szanse w edukacji.
Także w podziemiu — nowo wyremontowanym i wyposażonym w pastelowe pufy i jasne meble działa organizacja Twórz. Działaj. Osiągaj | Створюй. Дій. Досягай, która świadczy usługi społeczne na rzecz budowania odporności.
Koncentruje się na zdrowiu psychicznym, udziela wsparcia zarówno w Krzemieńczuku jak i wyjazdowo jeżdżąc do mniejszych ośrodków dla młodzieży. Pracuje także w zakładach poprawczych.
Створюй. Дій. Досягай to jedno z „miejsc siły” w Krzemieńczuku, który definiuje odporność szeroko, indywidualnie i grupowo, programując bardzo szeroki wachlarz zajęć artystycznych, sportowych, wiedzowych… których rdzeniem jest wzmacnianie ludzi w przetrwaniu. Siłą są i indywidualne sprawności, i budowanie więzi społecznych, wspólnotowych.
Podobne centra działają w całej Ukrainie. Sieciują się ze sobą i uczą wzajemnie.
NIEZŁOMNOŚĆ
Punkt Niezłomności — пункт незламності — to już marka sama w sobie. Ukraiński pomysł na dostarczanie kluczowych do przeżycia usług dla mieszkańców w łatwo dostępnych, bezpiecznych i blisko usytuowanych miejscach wobec przerw w dostawach prądu i ogrzewania, zdążył już stać się modelem godnym naśladowania. Zwłaszcza ostatnia wyjątkowo mroźna zima i skala osób w potrzebie udowodniła, jak skutecznym jest ten model autonomicznego wsparcia.
Przypomnijmy, Punkt Niezłomności to specjalnie zorganizowane miejsce, stworzone w celu wsparcia ludzi w sytuacjach kryzysowych, gdy standardowa infrastruktura miasta lub regionu nie funkcjonuje prawidłowo. Wachlarz dostępnych usług ma część stałą i wariantową. Najważniejszymi funkcjami punktów są: zapewnienie ciepła, energii elektrycznej, łączności, podstawowej mocy humanitarnej (woda, żywność), podstawowej pomocy medycznej. Samo miejsce, usytuowane w bliskim sąsiedztwie i otwarte na każdą osobę daje także poczucie wspólnoty i stabilizacji psychicznej.
Po więcej o idei i praktyce funkcjonowania punktów niezłomności odsyłamy do opracowania Olhi Steblianki „Punkty Niezłomności. Doświadczenie Ukrainy. Znaczenie tworzenia Punktów Niezłomności w Polsce.”.
W Krzemieńczuku odwiedziliśmy jeden z nich. Osoba odpowiedzialna opowiedziała nam, jak pracuje to miejsce w warunkach kryzysowych oraz wtedy, kiedy kryzys mija — jak w momencie naszych odwiedzin, kiedy jego wsparcie nie jest potrzebne. A jednocześnie — funkcjonuje w trybie „stad by” w każdej chwili gotowe do przejścia do wytężonej pracy.
KOORDYNACJA
Warto wiedzieć, że miasto od kilku lat wdraża model zarządzania serwisami, które widzą się wzajemnie, referują — skutecznie odsyłają sprawy. Raz na miesiąc osoby zarządzające podmiotami spotykają się na koordynujących sesjach. Klienci i klientki nie błądzą po mieście, a nawigację ułatwia karta kontaktowa, na której zebrano wszystkie serwisy grupując je wg potrzeb.
Olha Steblianka: Dla mnie Krzemenczuk jest przykładem dobrze zorganizowanego podejścia do pomocy ludziom. To miejsce, w którym najważniejszy jest człowiek, a nie ambicje czy egoizm poszczególnych organizacji lub ich liderów. Władze miasta, organizacje pozarządowe, wolontariusze, instytucje kultury, placówki edukacyjne, centra młodzieżowe, środowiska weteranów, policja, Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (DSNS) oraz wiele innych struktur współpracują, aby pomoc była kompleksowa i skuteczna.
Wszystkie te podmioty mają stały harmonogram wspólnych spotkań. Podczas nich omawiają zrealizowane sprawy, wyzwania, z którymi się mierzyli, sposoby ich rozwiązania, bieżące potrzeby oraz nowe narzędzia, które pozwalają działać jeszcze efektywniej.
Każdy mieszkaniec i gość, który potrzebuje wsparcia, może otrzymać listę tych organizacji wraz z ich danymi kontaktowymi. Takie podejście do wsparcia i pomocy ludziom powinno stać się przykładem dla wielu miast i krajów.
Na zorganizowane przez Artema spotkanie z nami przyszły i organizacje społeczne — te pracujące z dziećmi, młodzieżą, te pracujące z weteranami i weterankami, wreszcie te organizujące spotkania debaty europejskie — oraz instytucje miejskie społeczne i kulturalne. Po oficjalnym wstępie, przekazaniu sobie podziękowań i przedstawieniu się, zaczęliśmy rozmawiać już w podgrupach. I nie mogliśmy się nagadać!
ZAKOŃCZENIE
Piotr Skrzypczak: Po tym wyjeździe jestem przekonany, że Rosja nie ma szans na pokonanie Ukrainy. Ludzie są zbyt dumni, twardzi, oswojeni z wojną. W Krzemenczuku czy Kijowie alarmy nie robią na nikim wrażenia. Jak trzeba przerwać pracę, wizytę w kawiarni, czy muzeum — przerywają. Wychodzą na zewnątrz i rozmawiają, śmieją się, są razem. Nie są zatrwożeni. Duch nie umarł. Po odwołaniu alarmu, wracają do swoich zadań. Doskonałym obrazkiem był koncert muzyczny w jednej z krzemeńczuckich uczelni. Koncert odbywał się w schronie - trwał alarm. Ale zabawa była przednia. Ludzie aż rwali się do śpiewów i tańca. Tak nie wygląda złamany naród.
Jest takie zdjęcie, na którym stoimy we czwórkę: Piotr, Olha, ja i Artem. I zanosimy się śmiechem. Razem. Trwa zimna choć bujna wiosna. Za chwilę ruszymy do domu. Ale teraz wciąż się śmiejemy. Z tego samego żartu. Wspólnie. Krąży nam po głowie myśl, że w takim duchu chcemy myśleć o dalszych ciągach — móc zrozumieć i spotkać w dobrym dla wszystkich miejscu jakiejś nowej inicjatywy, wspólnej. I to jest zadanie na teraz.
Dziękujemy Artemowi Riasie, dyrektorowi Muzeum w Krzemieńczuku, za zorganizowanie nam wizyty i bycie wspaniałym przewodnikiem po Krzemieńczuku, tak jego historii jak i współczesności.
Dziękujemy także pani Irinie Waleriwnie Bołogockiej, naczelniczce Wydziału Kultury i Turystyki Urzędu Miasta Krzemieńczuk za towarzyszenie nam w poznawaniu miasta.
Anna Dąbrowska
___________________
Wizyta w Krzemieńczuku odbyła się w dniach 29 kwietnia - 2 maja w ramach projektu "przed, w trakcie i po – budowanie lokalnych zdolności operacyjnych w ochronie ludności i obronie cywilnej" finansowanego przez Fundację ORLEN i Fundację PKO Banku Polskiego za pośrednictwem POP Fund, zarządzanego przez Fundację PCPM.
